Na krańcu świata † ♕ †

"Niektórzy sądzą, że Słońce zachodzi tylko po to, by nie przeszkadzać im podczas snu."

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
I faktycznie. Środa minęła spokojnie. W ciszy i pustce w głowie. Minął tydzień zanim zdążyłam zapomnieć (chwilowo bądź nie) o całej zaistniałej wcześniej sytuacji. Lekcje matematyki nie były łatwe ale pogodziłam się z myślą, że nic się nie stało, że były to tylko moje urojenia. Urojenia, które i tak sprawiły mi bardzo dużo problemów. Problemów i bólu.
-Hej kicia! - podbiegła do mnie Katherine w piorunująco pozytywnym nastroju.
-Hej. Coś ty taka wesoła?- odpowiedziałam.
-No wiesz kto urządza w sobotę imprezę? No, kto? Kto? - JA!
-Ojej! - próbowałam mówić optymistycznie.- Nie przyjdę.
-Jak to? Dlaczego?
-Ojciec za ostatni wybryk uziemił mnie do końca miesiąca.
-Ej, no. Nie może cię zabraknąć. Nie martw się El, coś wykombinujemy.
- Niestety. Nic nie wykombinujemy. Nie mogę mu podpaść.
-Dobra. Pomyślę jeszcze nad tym. Ja lecę na lekcje.
-Pa.
I od tamtego czasu się nie widziałyśmy. Sobotnie lekcje kończyły się o godz. 17:00. Po nich wsiadłam do samochodu i w spokoju pojechałam do domu.
Gdy przyszłam już do swojego pokoju, usłyszałam pukanie w okno. Był majowy, spokojny i ciepły sobotni wieczór. Otworzyłam górną klamkę a za nią ujrzałam Katherine. Była ubrana, a raczej pokryta czarnym płaszczem zza którego wystawały falbanki urodzinowej sukienki.
- Co ty robisz ? - zapytałam
-Jak to co? - odpowiedziała - zabieram cię na imprezę, jak obiecałam.
-Nie mogę iśc. Ojciec by się domyślił.
-Co ty mówisz?! Jasne że możesz iśc, wszystko jest załatwione. Powiedziałam twojemu ojcu, że dziś śpisz u mnie. Mamy zrobic wspólny projekt.
-To się nie może udac. Przecież robisz PRZYJĘCIE, nie PROJEKT.
- Już, nie pień się. Wkładaj sukienkę idziemy.
Nie mogłam jej odmówic. W końcu były to jej urodziny i musiałam byc. Tak się stało, że chcąc, nie chcąc trafiłam na urodziny, i znowu chcąc nie chcąc bawiłam się tam świetnie. Nawet nie pamiętam kiedy to się stało, zdaje mi się że nie byłam w 100% trzeźwa. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Już chciałam pójśc by je otworzyc, ale ktoś zatrzymał mnie od tyłu.
-Choc za mną. - wyszeptał.
-Proszę mnie puścic. - zaprzeczyłam. Było ciemno więc nie wiedziałam do końca kto to był.
-Zaufaj mi. To policja. Chce sprawdzic czy macie narkotyki i alkochol. Nie jesteś pełnoletnia, lecz dojrzała. Pójdziesz do paki razem ze swoimi przyjaciółmi. A teraz zastanów się. Czy nie lepiej pójśc ze mną? - powiedział jeszcze bardziej ponętnym i męskim głosem. - Zaufaj mi. -powtórzył.
Nie wiem co mnie do tego skłoniło, ale faktycznie za nim poszłam. Z domu Katherine było tylko jedno tylne wyjście. I właśnie do niego zmierzaliśmy. Szliśmy cicho, lecz sprawnie. Usłyszałam kilka nakazów policji. I ten dźwięk odjeżdżającego radiowozu. A potem kilka głosów i cisza. Zupełna, pusta cisza. Ukrywaliśmy się za krzakiem tuż za murem. Nagle męszczyzna wstał, i poszedł przed siebie. Byłam zbyt oszołomiona żeby coś powiedziec, i zbyt zaskoczona żeby coś zobaczyc. Siedziałam tam dobre pół godziny i rozmyślałam nad tym kto to może byc, i dlaczego akurat mnie to się trafiło. Wstałam, wzięłam kurtkę i szybkim krokiem poszłam do domu. Tam cicho zamknęłam za sobą drzwi i położyłam się na łóżko. Co prawda nie chciałam spac, ale byłam tak przygnębiona, że nie mogłam nic zrobic. Zapadłam w głęboki sen.

*****************************************************************************

Rano przebudziłam się dośc wcześnie. Blask świeżego poranka wpadał do pokoju przez okno. Przetarłam oczy ręką. Pokój był ten sam, przedmioty znajdujące się w nim też, ale ja czułam sie inną osobą. Czułam jakbym kogoś zdradziła, zostawiła. Najgorsze było to, że nie było nic w tym złego. Że ja nie czułam tego, że to było złe. Byłam niegrzeczna, i mi się to podobało. Poszłam wziąc prysznic, umyłam zęby i włożyłam na siebie niedzielny strój. Gdy zeszłam do salonu zobaczyłam na stole dwie kartki. Na jednej pisało :

Jesteśmy u Kviaterów, na bilardzie. ~~Rodzice
Na drugiej zaś :

Nie zastanawiaj się kim jestem. Nigdy więcej mnie nie zobaczysz. NIGDY.

Aha. Fajnie. Gościu najpierw ratuje mi tyłek, a później mówi że już się nigdy więcej nie zobaczymy. Typowe. Uczucie niepewności i ciekawości nie dawało mi spokoju. Myślałam cały czas o nim.
Tagi: 2.
24.02.2014 o godz. 18:49
Przychodzi w życiu taki dzień, w którym zdaję ci się, że wszystko to co cię wokół otacza jest niczym. Zdajesz sobie sprawę, że kiedyś nadejdzie taki czas, a w nim położysz się do wiecznego snu. I będziesz tylko użyźniał glebę. Zanim jeszcze to się stanie, będziesz starał się aby cały świat na wieki i jeszcze dalej cię zapamiętał. Ale to będzie sen. Sen, z którego nie możesz się obudzić. I będzie trwał wiecznie. A kiedy go zobaczysz w myślach po raz 100, zrozumiesz że to jest już koniec. I będziesz stał na krańcu świata, a nawet jeszcze dalej.


Moje życie dzieli się na dwie grupy. Tym kim ja jestem w liceum, i tym kim ja jestem w domu. Życie nie nauczyło mnie wiele. Przede wszystkim miałam wielkie oparcie w mojej przyjaciółce. Bardzo jej ufałam. Zawsze mogłam na niej polegać. Ale czasem zastanawia mnie to, czy jeśli ona zawsze bierze na siebie moje zmartwienia, to czy ja w ogóle mam jakieś problemy. Czy ja w ogóle mam serce? Czy ja w ogóle wiem co to znaczy cierpieć? Jak każdego ranka ubrałam się i tatuś zawiózł mnie do szkoły. Jak zwykle usiadłam w ławce i ze spokojem czekałam na nauczyciela. Nagle podeszła do mnie nowa uczennica.
-Co ty robisz? -zapytała z nieszczerym uśmiechem.
- Siedzę. Nie widać? -odpowiedziałam.
-Nie no widać - parsknęła - tylko dziś ma być jakiś nowy od matmy. Radzę nie siadać w pierwszej ławce.
-Cisza! - przerwał męski głos. - Proszę zając swoje miejsca. Za minutkę zaczynamy.
-Marr... Seksiak - odezwał się głos z tyłu.
-Nie życzę sobie takich komentarzy, niezależnie od tego czy są one pozytywne czy też nie -wtrącił niejaki Pan Crown - zapewniam was, że będę waszym nauczycielem, nie przyjacielem. A teraz proszę otwórzcie książki na stronie 156. Ćwiczenia 1-10. Spytam kogoś pod koniec lekcji. Bierzcie się do roboty.
-Jaki spięty - pomyślałam.
Nie przychodziło mi wtedy do głowy, że ta scena może być jedną z najpiękniejszych chwil w moim życiu. Nie zważając uwagi na zabójczą urodę pana nauczyciela, wzięłam się za zadania, a nie jak moje koleżanki obok przyglądałam się jego ruchom.
-Aww... Jaki on seksowny. - Odpowiedziała Katherine (moja przyjaciółka) gdy wychodziłyśmy z sali. - Ciekawe czy udziela zajęć domowych.
-Kate! On jest naszym nauczycielem, zachowaj dystans.
-Och. El, nie pękaj. Tak tylko mówię.
-Dobra, ja lecę. Tata po mnie przyjechał.
-Pa. Do zobaczenia jutro. - Pocałowała mnie w policzek.
Wsiadłam do samochodu. Nieznośny zapach cytryny roznosił się wokół.
-Dzień dobry Eleno. Jak ci minął dzień? -zapytał.
-Dobrze tatku. Mamy nowego nauczyciela.
-Wiem, rozmawiałem z nim dzisiaj. Nie wygląda na nauczyciela. Jest zbyt roztrzepany.
-Wręcz przeciwnie -zaprzeczyłam- Jest bardzo zdyscyplinowany. I ogólnie wymagający.
-O tym się przekonamy kiedy dostaniesz świadectwo ukończenia liceum. Kto by pomyślał! Na ostatni semestr zmieniać nauczyciela od tak ważnego przedmiotu! Jeszcze takiego!
-Tatku przestań. -warknęłam- Nie wiesz jaki on jest. Może okaże się lepszy niż poprzedni. - dodałam łagodniejszym tonem.
-Miejmy nadzieję. - odpowiedział z nutka niepewności.
Prawie przez całą drogę się do siebie nie odzywaliśmy. Nie wiedziałam co mi się stało. Nigdy w życiu nie warknęłam do ojca.... Nigdy oprócz dziś. To było bardzo zaskakujące. Czułam się jakoś dziwnie. Jakbym go w jakiś sposób zdradziła.
Cała środa wraz z nocą minęła bardzo spokojnie.








WITAM WAS BARDZO SERDECZNIE!
Zaczynam pisać dopiero opowiadanie, wiec nie narzekajcie na brak ekscytujących zdarzeń. Dopiero się rozkręcam. Przepraszam z góry za wszelkie błędy. Dziękuję też za wszystkie komentarze (z góry); są bardzo motywujące.♥!
Tagi: 1.
18.02.2014 o godz. 18:20
statystyki